O muzyce i polityce - rozmowa z Robertem Leszczyńskim

E6bfb31665e3aa9fd3b100e5d3082298

Tym razem jako DJ odwiedził Gliwice, aby na gliwickim Rynku „Otworzyć okna na muzę”.

Akcja zorganizowana 27 września przez Stację Artystyczną RYNEK wypełniła serce miasta, stanowiąc niezwykłą atrakcję dla mieszkańców. Przy okazji dziennikarz, krytyk, a także członek Ruchu Palikota – Robert Leszczyński znalzł czas, aby podyskutować o polityce i nowych trendach na rynku muzycznym.

Jesteśmy świadkami dziwnych zmian. Społeczności wirtualne rosną jak na drożdżach, tworząc jednocześnie własną kulturę. Internetowe hity zyskują spektakularną popularność… Figo Fagot, Chwytak, Letni Chamski Podryw to już stały trend w muzyce?

To taka popularność jak wszystko w Internecie. Łatwo ją zdobyć, ale tak naprawdę nic z tego nie wynika. Nawet jeśli zagrają parę koncertów. Właściwie nie wiemy co robi teraz zespół Weekend. Na początku było kilka milionów kliknięć, ale ostatecznie nie ma drugiego przeboju - takie trochę polskie „Gangnam Style”. Zresztą teraz nikt nie oczekuje, że powstaną kolejne utwory. To każe postawić pytanie, czy nie lepiej być Kasią Nosowską wydającą od wielu lat płyty, które są bestsellerami. I to jest kariera trwała. Natomiast Figo Fagot to tylko „o Boże Bożenko!”, co można na ten temat więcej powiedzieć. Takie twory stanowią jednorazowe strzały i sądzę, że łączenie tego z Internetem jest błędem. Wspomniane zjawiska pojawiały się od zawsze. Ja pamiętam karierę piosenek Rosiewicza „Chłopcy radarowcy” czy „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”. Tego typu desanty nie są nowe, a Figo Fagot to nic innego jak „kaczuszki” czy „Lambada” – próba odreagowania głównego nurtu kultury. Specjalnie mnie to nie przeraża, bo Internet przeżywa coś w rodzaju choroby dziecięcej, z której wkrótce wyjdzie. Ostatecznie trzeba umieć napisać porządny tekst.

To może warto wybrać CeZika?

Więcej znajdziecie w najnowszym numerze Tydzień w Gliwicach --> kliknij: http://dzisiajwzabrzu.pl/tydzien/TwG_nr48_2013.pdf